środa, 27 marca 2013

Rozdział 2

Obudziłam się dosyć późno, gdy spojrzałam na zegarek wskazywał godzinę 14.30. Wyjęłam z torby ciuchy i poszłam z nimi do łazienki. Po godzinie wyszłam umyta, uczesana oraz pomalowana. Byłam strasznie głodna, ale bałam się zejść na dół, nie wiedziałam czy nadal jestem sama z wujkiem czy przyjechał już jego przyjaciel. Nie miałam wyboru, wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół. Z kuchni usłyszałam dwa głosy, jeden należał do wujka, drugiego nie znałam. Śmiali się, żartowali i śpiewali. Niepewnie weszłam do kuchni, rozmowy od razu ustały. Louis wstał, podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Mitchie, poznaj mojego najlepszego przyjaciela, Harrego. Harry, to moja bratanica Mitchie.
- Hej, miło mi cię poznać - powiedziałam i wyciągnęłam w jego stronę rękę, on natomiast podszedł do mnie i mnie przytulił, nie odwzajemniłam gestu, nie znałam go.
- Mi ciebie też miło poznać - uśmiechnął się przyjaźnie.
Przyjrzałam mu się dokładnie. Wysoki brunet, kręcone włosy, zielone oczy oraz dołeczki, kiedy się uśmiecha.
- Chcesz coś zjeść? - spytał Louis.
- Chętnie..
- Na co masz ochotę? Jajecznicę, płatki, naleśniki?
- Na kanapki, nie mogę jeść tyle białka, jestem uczulona.
- Nie możesz w ogóle jeść białka? - spytał Garry? Nie mam pojęcia jak mu na imię.
- Mogę, ale w małych ilościach.
Usiadłam przy stoliku i zaczęłam rozglądać się po kuchni. Po chwili Louis położył przede mną cały talerz kanapek, z szynką i serem. Zapomniałam go uprzedzić, że jestem wegetarianką, wyjęłam szynkę z kanapek i zaczęłam jeść z serem.
- Coś jest nie tak z tą szynką? Wydawała się spoko - powiedział Louis przyglądając mi się.
- Jak szynka może wyglądać spoko? -zdziwił się Harry.
- No wiesz o co mi chodzi - zaśmiał się Louis.
- Nie jem mięsa, jestem wegetarianką.
- Okej, rozumiem - powiedział Louis - chcesz pozwiedzać dzisiaj Londyn?
- Nie dziękuję, zjem i pójdę do siebie, położę się.
- Jak będziesz czegoś potrzebowała to będę tu albo u siebie.
- Okej, dziękuję - dokończyłam kanapkę i poszłam na górę.

*Louis*
Wczoraj, gdy zamknąłem drzwi od pokoju Mitchie, usłyszałem jej płacz, chciałem do niej wrócić, przytulić ją, ale nie potrafiłem, nie znam jej, nie wiem jakby na mnie zareagowała. Następnego dnia około 11 przyjechał Harry, od razu wpadliśmy sobie w ramiona, on nie miał pojęcia że będziemy mieli gościa. Wyszedłem z nim przed dom, żeby w razie czego Mitchie tego nie usłyszała.
- Głupio mi mówić o tym dopiero teraz, ale mamy gościa.. - zacząłem niepewnie.
- Kogo? Już mnie zdradzasz? - zaśmiał się.
- To nie jest temat do żartów. U mnie na piętrze na jakiś czas ktoś zamieszka.
- Kto?
- Mitchie, ma prawie 18 lat, proszę nie pytaj o nic więcej.
- Spoko stary, pozostali wiedzą?
- Nie, nie miałem czasu, musiałem jechać po młodą.
- Okej,
Później na dół zeszła Mitchie, ubrana cała na czarno. Przedstawiłem ją Haroldowi, zjadła i z powrotem udała się na górę.
- Myślisz że pozostali zaakceptują ją?
- A czemu mieliby jej nie zaakceptować?
- Jest inna..
- Inny nie znaczy dziwny, po prostu musimy ją lepiej poznać. Czekaj, wróć, czy ty powiedziałeś bratanica?
- Tak, powiedziałem. Proszę, nie pytaj, to trudne.

*Mitche*
"Jest inna.." - co on myślał, że nie usłyszę tego? Głupia nie jestem. Wiem, że nie tryskam energią, ale nawet nie mam z czego się cieszyć, a udawać przed nim nie będę. W pokoju od razu się położyłam, zasnęłam. Dawno tyle nie spałam, zawsze płakałam po nocach. Muszę wziąć się w garść. Nie mogę ciągle płakać, muszę być silna. Koniec płaczu. Wyjeżdżając z Bradford zaczęłam nowe życie. Z tamtym miejsce wiążą się same złe i smutne historię. Mam nadzieję że odnajdę moich przyjaciół z dzieciństwa. Jest jeszcze jedna osoba która była mi bardzo bliska w Bradford, mieszkał naprzeciwko mnie, mój były. Był ode mnie starszy o 2 lata, ja miałam 13, on 15, chodziliśmy 2 lata. Co trzynastolatka może wiedzieć o miłości? Na swój wiek byłam dojrzała, on też. Był ze mną zawsze kiedy go potrzebowałam i na odwrót. Kochaliśmy się. Co się z nim stało? Wyjechał. Nie płakałam, tak musiało być. Nie obiecywaliśmy sobie miłości na zawsze, wiedzieliśmy że stracimy kontakt, postanowiliśmy zapomnieć i do tego nie wracać. Gdy było mi naprawdę ciężko modliłam się, żeby zapukał do moich drzwi i mnie przytulił, niestety, nic takiego nie następowało. Tak jak obiecał, zapomniał. Nie miałam mu tego za złe..
Obudziłam się około 3 w nocy, zeszłam na dół po butelkę wody. W tym domu było tak cicho, nie to co mnie kiedyś. Podeszłam do lodówki z zamiarem wyjęcia wody, zastałam tam kilka butelek piw, nie zastanawiałam się ani chwili, wzięłam kilka i udałam się na dwór, usiadłam na ławce na werandzie, miałam na sobie ciuchy z wczoraj. Otworzyłam jedną puszkę, połowę wypiłam od razu. Ktoś koło mnie usiadł, nawet nie spojrzałam kto.
- To ci nie pomoże - powiedział Harry, głos Louis bym poznała.
- Wiem.
- Alkoholem nie rozwiążesz problemów.
- Gadaniem mi nie pomożesz.
- Wiem.
- Więc, po co to?
- Alkohol w niczym nie pomaga.
- Znawca? - zaśmiałam się.
- Żebyś wiedziała.
- Napijesz się ze mną? - podałam mu piwo, od razu je wziął i otworzył.  Na początku siedzieliśmy w ciszy, nie lubiłam tak siedzieć.
- Jacy są twoi przyjaciele?
- Niall, blondyn, 20 lat, głodomorek, je najwięcej z nas, ale wciąż jest chudy. Liam, najbardziej poukładany, również 20 lat, kocha koszule w kratkę, ma dziewczynę Danielle. Zayn, Mulat z tatuażami, 20 lat, przywiązuje dużą wagę do swojego wyglądu, ale czasami po prostu to olewa i ma gdzieś co o nim ludzie powiedzą.
- A ty ile masz lat?
- 19.
- Louis odstaje od was?
- Chodzi o wiek? - przytaknęłam, Harry się zaśmiał - jest najstarszy, ale z zachowania jest dzieckiem, kocha się bawić, dokuczać innym, forever young..
Harry próbował dowiedzieć się cokolwiek o mnie, od razu zmieniałam temat, nie chciałam żeby się nade mną litował, mam dość litości. Lepiej będzie jeżeli nikt nie będzie nic o mnie wiedział..
Po kilku piwach, chyba po 6 miałam dość, nie ogarniałam, okazało się, ze Harry ma mocniejszą głowę, ale on wypił z 10. Zasnęłam na tej werandzie.. 

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 1

Dziwnie jest budzić się samemu w tak wielkim domu. Mieszkaliśmy tutaj we czwórkę. Mama, tata, babcia i ja. Wielka szczęśliwa rodzina. Wszystko szybko się zmienia.  Żałuję wielu rzeczy, każdej kłótni z nimi, każdej sprzeczki, każdego złego słowa które padło z moich ust. Teraz wiem że nie miałam racji w wieli kwestiach. Mama zawsze mi powtarzała "kiedyś wspomnisz moje słowa i przyznasz mi rację". Miała rację, zawsze miała racje, ale nigdy nie potrafiłam się do tego przyznać. Która normalna nastolatka pochowała tylu najbliższych? Kościół nie kojarzy mi się z niczym dobrym, każda msza przypomina mi o tym, że już ich nie ma, że nigdy ich nie odzyskam. Jak tata żył chodziłam z nim do kościoła, on w modlitwie potrafił rozmawiać z Bogiem... z mamą... Ja tak nie potrafię. Słyszę ich w sobie, wiem że nade mną czuwają..
- Mamo.. - mówiła dziewczynka wychodząc z kościoła.
- Tak córeczko? - uśmiechnęła się kobieta.
- To prawda że babcia patrzy na mnie z nieba?
- Tak kochanie - kobieta ukucnęła przed swoją córką - gdziekolwiek byś nie była, twoja babcia będzie tutaj - pokazała na jej serduszko - babcia cię kocha, nie zapominaj o tym. Jeżeli kiedykolwiek mnie lub tatusia zabraknie, to pamiętaj że patrzymy na ciebie z góry i zawsze będziemy w twoim serduszku, nigdy cię nie odpuścimy...
Na samą myśl o tamtej sytuacji uśmiecham się ze łzami w oczach, przykładam rękę do serca, patrzę w stronę nieba i szepczę "kocham was".

Obudził mnie telefon.
- Charlie, twój wujek zgodził się zaopiekować tobą dopóki nie skończysz 18 lat, pakuj się, lecisz do Londynu.
- Jak to się zgodził? Tak po prostu?
- Wyjaśni ci wszystko, jeszcze dzisiaj powinien u ciebie być, razem z nim polecisz do niego, powodzenia mała - rozłączyła się.
Nadal tego nie rozumiem. jak obcy człowiek chce się mną zająć? Nawet nie wiem jak się nazywa, ile ma lat, jak wygląda.. Mam z nim zamieszkać? A słonie latają.. Rzuci wszystko i przyleci, bo musi się zająć jakąś smarkulą, jasne. Życie nie jest takie łatwe, to na pewno nie będzie takie łatwe. Szykuje się długi dzień. 
Wzięłam prysznic, przebrałam się w czarne rurki, czarną bokserkę oraz czarną marynarkę. Kiedyś byłam wesołą osobą, już nawet nie pamiętam kiedy uśmiech gościł na mojej twarzy. Wiem, że już nigdy ich nie zobaczę i ciężko mi z tym. Nie potrafię się z tym pogodzić...
Od godziny siedzę w salonie i przyglądam się wyłączonemu telewizorowi. Usłyszałam dzwonek do drzwi. To on, mój wujek... Niepewnie poszłam otworzyć. Przede mną stał wysoki brunet z niebieskimi oczami, uśmiechnął się przyjaźnie, gestem ręki zaprosiłam go do środka, on od razu udał się do salonu i usiadł na kanapie, żeby zachować dystans usiadłam na fotelu. Milczeliśmy przez jakieś 15 minut, aż w końcu to on zabrał głos.
- Więc Charlie..
- Nie jestem Charlie - weszłam mu w słowo.
- Jak to? Ja chyba pomyliłem mieszkania, przepraszam - wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Jestem, to znaczy nie jestem. To jest trudne - wrócił na swoje miejsce - nikt tak na mnie nie mówił, tylko rodzice i babcia, wszyscy mówią na mnie Mitchie i proszę żeby pan też tak na mnie mówił i nigdy nie zwracał się do mnie imieniem.
- Dobrze, więc Mitchie pewnie mnie nie znasz ani nawet nie kojarzysz. Z twoim tatą a moim bratem było ciężko. Między nami było 13 lat różnicy, zawsze mi pomagał, byliśmy zgodnym rodzeństwem, ale później poznał twoją mamę, wyprowadził się i zostałem sam, od tamtej pory nie utrzymywaliśmy kontaktu, nie wiedziałem co się u niego dzieje. Pewnego dnia dostałem telefon, okazało się że nie żyje, spytali się mnie czy zająłbym się jego córką, nawet nie wiedziałem o twoim istnieniu... - zrobił przerwę - pewnie zastanawiasz się dlaczego się zgodziłem.. Wiem, że on też zrobiłby to dla mnie gdyby to mnie coś się stało lub gdybym był w potrzebie. Wiem, że to dla ciebie trudne, zostawić tu wszystko co masz i się przeprowadzić do Londynu z obcym człowiekiem, ale mogę ci obiecać, że zrobię wszystko żebyś czuła się dobrze i bezpiecznie.
- W sumie nic mnie tutaj nie trzyma, moi przyjaciele mieszkają w Londynie, jestem panu bardzo wdzięczna, gdyby nie pan pewnie teraz bym się pakowała i zamieszkała w domu dziecka..
- Od tego jest rodzina. Byłbym ci bardzo wdzięczny gdybyś nie mówiła do mnie pan.
- A jak? Wujek? Przepraszam, ale nie znam pana..
- To ja przepraszam, nawet się nie przedstawiłem. Louis William Tomlinson - wyciągnął do mnie dłoń.
- Ja mój tata, William..
- Tak, a Willy miał na drugie Louis - uśmiechnął się - więc mów do mnie Louis, wujek, Tommo, jak tam chcesz. Jesteś już spakowana?
- Tak proszę pana - dziwnie na mnie spojrzał - to znaczy, tak Louis, jestem spakowana.
- Okej, to chodźmy po twoje rzeczy.
Razem z Louisem udaliśmy się na górę, wziął moje bagaże i zaniósł do auta, powiedział że jak będę gotowa to mam do niego zejść. Nie jest łatwo pożegnać się z tym domem, dużo tu się wydarzyło, nie jest łatwo zapomnieć, tyle wspomnień... Nie wiem czy będę potrafiła zacząć wszystko od nowa, bez rodziców. Ostatni raz przeszłam się po całym domu, następnie z niego wyszłam, zakluczyłam drzwi, klucz schowałam do doniczki i poszłam do auta Louis. W czasie drogi na lotnisko żadne z nas się nie odzywało. Gdy wysiedliśmy z samochodu zapytałam o której mamy samolot.
- O której chcemy, mam prywatny samolot - trochę mnie to zdziwiło, ale nic nie powiedziałam.
Z mojego miasteczka do Londynu była jakaś godzinka samolotem, zamierzałam posłuchać muzyki i się zdrzemnąć, ale nie było mi to dane, ponieważ mojemu wujkowi zachciało się rozmawiać.
- Czym się interesujesz? - spytał.
- W sumie niczym..
- Niczym? Na pewno coś jest..
- Nie chcę o tym rozmawiać, wybacz.
- Rozumiem, a opowiesz mi coś o sobie?
- Nie lubię o sobie mówić.
- No okej, a o czym chcesz porozmawiać?
- Masz żonę?
- Nie, nie mam. Masz cudownych przyjaciół, mieszkam z nimi.
- A gdzie ja będę mieszkała?
- Z nami w domu. Dom jest duży, będziesz miała sypialnie ze mną na piętrze.
- A ile masz lat?
- W Grudniu skończę 24.
- Dała bym ci 21.
- Dziękuję - zapadła cisza, nikt z nas nic nie mówił. Louis wydaje się strasznie poważny, mam nadzieję że jego przyjaciele tacy nie są.
Reszta lotu przeminęła w milczeniu. W Londynie na lotnisku Louis odebrał moje walizki i skierowaliśmy się do taksówki. Podróż zajęła nam jakieś 15 minut. Kiedy taksówkarz się zatrzymał ujrzałam przed sobą wielki dom, a raczej Villę. Skąd on ma na to tyle kasy? Od razu poszłam do drzwi, przed nimi poczekałam na Louisa.
Otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Wnętrze było nowoczesne i przestrzenne. Postawił moje walizki na wejściu i zaczął mnie oprowadzać. Villa miała 3 piętra. Na pierwszym i drugim mieszkali jego przyjaciele, a całe 3 piętro było jego, a teraz również moje. Wrócił się po moje bagaże, a ja rozglądnęłam się po moim nowym pokoju. Miałam swoją łazienkę oraz garderobę.
- Mam nadzieję że ci się spodobał pokój, sam wszystko wybierałem.
- Jest idealnie, dziękuję. A nie ma twoich przyjaciół?
- Aktualnie nie, każdy jest u swoich rodzin na kilka dni. Jutro przyjedzie jeden, reszta za trzy dni - przytaknęłam - nie pozostało mi nic innego jak powitać cię w domu - podszedł do mnie i mnie przytulił - czuj się jak u siebie, pokój mam na przeciwko - uśmiechnął się i wyszedł.
Gdy zamknął drzwi od razu się rozpłakałam. W domu gdy było mi źle, ubierałam się i chodziłam na cmentarz, tutaj takiej opcji nie mam. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.

______________________________________________________________________


sobota, 23 marca 2013

Prolog

Też tak macie, że jest idealnie, a później w jednej chwili wszystko się wali? 
Nienawidzę takich sytuacji.
Dzieciństwo miałam idealne, ale później się zaczęło.
Wyjechali moi najlepsi przyjaciele - Chris i James - najważniejsze dla mnie osoby. 
Zmarła moja babcia - najukochańsza osoba na świecie i zarazem najlepsza przyjaciółka - wiedziała o mnie więcej niż ja sama. 
W szkole byłam najpopularniejsza, wszyscy wiedzieli kim jestem, ustawiałam wszystkich, ale po śmierci mojej mamy się zmieniłam. Zamknęłam się w sobie. Zrozumiałam pewne rzeczy. Bez mamy byłam bezradna..
Niedawno zmarł mój tata. Zostałam sama.
 Nie mam nikogo bliskiego kto mógłby się mną zająć
Chcą mnie oddać do domu dziecka.
Nie chcę tam iść, ale nie mam wyjścia.
Chyba że zgodzę się na propozycję którą złożyła mi

jakaś pani z opieki społeczne, powiedziała mi, że prawdopodobnie znaleźli mojego wujka, brata mojego ojca, jeżeli ja się zgodzę i on się zgodzi to zamieszkam z nim w Londynie. 
Czego ja oczekuję? 
Wiem, że nie będzie mnie chciał.
Nigdy o nim nawet nie słyszałam. 
Jak można chcieć zająć się obcą osobą? 
Jednak w głębi duszy mam nadzieję że nie zostanę sama, jednak marne są szansę, ponieważ mój "wujek" nie przyjechał nawet na pogrzeb mojego ojca.
Tłumaczę sobie to tak, że nawet nie wiedział o jego śmierci, ale gdyby był dobrym bratem to by utrzymywał z nim kontakt. 

Jestem bezradna, jutro wszystko się wyjaśni...


______________________________________________________________________
Heej!
Witam Was z nowym prologiem, nową historią.
Mam nadzieję, że kolejne opowiadanie przypadnie Wam również do gustu jak pozostałe.
1 rozdział pojawi się na dniach.
Do następnego! :D

Bohaterowie




Charlie prawie 18 lat
Przyjaciele mówią na nią Mitchie, ponieważ nie lubi swojego imienia.



Od lewej:
Christopher (Chris) 20 lat
James 18 lat
Najlepsi przyjaciele Mitchie z dzieciństwa, 
niestety kilka lat temu wyprowadzili się do Londynu.
Są braćmi. 


Louis Tomlinson 24* lat
Niall Horan 20 lat
Liam Payne 20 lat
Harry Styles 19 lat
Zayn Malik 20 lat


*Wiek Louis zmieniony na potrzeby opowiadania

piątek, 22 marca 2013

Heej!

Przepraszam za tak długą przerwę. 
Nie potrafię skończyć z tym blogiem,
więc postanowiłam że do niego powrócę.
Pytanie do Was:
Na tym blogu ma powstać nowe opowiadanie czy imaginy? :D

sobota, 9 marca 2013

Nowy blog!

Hej!
Chciałabym Was zaprosić na nowe opowiadanie
. Chciałam zacząć pisać tutaj, ale tą historię skończyłam, nie chciałam mieszać.
Fajnie jest zacząć od nowa, zdobywać nowych obserwatorów, cieszyć się z każdego pojedynczego wejścia oraz nowego komentarza.
Nie pozostaje mi nic innego jak Was zaprosić:

niedziela, 3 marca 2013

Epilog

Szczęście? 
Nikt nie zna definicji, każdy odczuwa to na swój sposób. Co mogę powiedzieć o swoim życiu? Czy czuję się szczęśliwa? Może nie do końca, ale jest coraz lepiej. Jestem w pełni zadowolona ze swojego życia. Nie chciałabym niczego zmieniać, jak każdy chciałabym cofnąć się w czasie i czegoś nie powiedzieć, czegoś nie zrobić, ale człowiek uczy się na błędach. Pewnie teraz zadajecie sobie pytanie: "czy jestem z Harrym?" Odpowiedź jest prosta: tak. Jesteśmy razem już od dobrych kilku lat. Po burzy musi wzejść słońce i tak było też tym razem, jeżeli dwoje ludzi jest sobie przeznaczonych to prędzej czy później i tak będą razem. Dużo się nauczyliśmy dzięki tym kłótnią, oczywiście od razu nie było idealnie, po tamtym wieczorze pokłóciliśmy się, zaczęliśmy się nienawidzić. Mieliśmy dość swojego widoku. W szkole nawet na siebie nie patrzeliśmy, odeszłam z drużyny koszykarskiej, bo nie potrafiłam wytrzymać z nim w jednym pomieszczeniu. Kiedy drużyna zaczęła przegrywać Harry poprosił mnie żebym wróciła, musiałam wszytko pozmieniać, obrać nową taktykę i dzięki temu znowu byliśmy na szczycie. Po wygranym meczu chciał ze mną porozmawiać, tłumaczył mi że przez ten czas pracował nad sobą, obiecuje mi że będzie tylko lepiej, uwierzyłam mu, było o wiele lepiej. Zmienił się, po jakimś czasie wprowadził się do mnie. Oczywiście nie wystawił chłopaków i tak często byliśmy o nich gośćmi. 
Cieszyłam się każdą chwilą z nim.
Jak jest teraz?
Teraz jest inaczej niż kiedyś, wydorośleliśmy. Mam dobry kontakt z bratem oraz pozostałymi. Każdy ma kogoś bliskiego.
Louis..
Teraz nawet Louis jest szczęśliwy z Eleanor, niestety ona mnie jeszcze nie zaakceptowała, kiedy jesteśmy w jednym pomieszczeniu zżeramy się wzrokiem, nie jest mi z tym dobrze, chcę być blisko Louis'a, jest mi naprawdę bliski, ale Eleanor wszystko psuje, można nawet powiedzieć że jest zazdrosna, tak jak kiedyś Harry był zazdrosny o mnie. 
Dobrze wspominam wszystkie chwile spędzone z nim.
Niall...
Z nim też było zabawnie, Harry ciągle był na niego zły, ale po jakimś czasie to przeszło, teraz wspominając to śmiejemy się z tego. Jak on mógł być zazdrosny o blondynka? Wiadomo, Niall jest słodki, kochany, ale nigdy nie poczułabym do niego coś więcej niż przyjaźń, można powiedzieć że z całej piątki z nim najbardziej się zżyłam, wie o mnie więcej niż Zayn, a nawet ja sama, ten człowiek mnie przeraża, ale właśnie za to go kocham. 
Liam...
Na początku naszej znajomości pragnęłam być blisko niego, można nawet powiedzieć że się w nim zauroczyłam, ale teraz wiem że to jest mój przyjaciel i zawsze mogę na nim polegać. 
Zayn...
Najlepszy brat na świecie, mimo tego że kiedyś się strasznie kłóciliśmy to i tak się kochamy. Oczywiście teraz też sobie dokuczamy i dogryzamy na każdym kroku. Ale właśnie na tym polega rodzeństwo, mimo wszytko możemy na siebie zawsze liczyć. 
Harry...
Mój ideał. Nie wiem jak mogę go opisać, pamiętam początki znajomości z nim, pocałunek w namiocie, wszystkie kłótnie, to jak zerwałam z Louisem i mnie wspierał, pamiętam wszystko. Kocham go za wszystko co dla mnie zrobił, za te loki, za oczy, za dołeczki, mogłabym tak wymieniać godzinami. 
Wszytko zaczęło się układać, nic nie chciałabym zmienić w swoim życiu. 

______________________________________________________________________
Heej!
To koniec historii o Emilie.
Jestem trochę zła na siebie za ten epilog, miałam trochę inny pomysł, ale nie umiałam ubrać w słowa tego co siedziało w mojej głowie.
Chciałabym wszystkim serdecznie podziękować za wchodzenia na tego bloga, czytanie, komentowanie, głosowanie w ankietach i wszelkie nominacje, nie sądziłam że ten blog będzie tak "popularny" nie wiem jak to nazwać. Jestem cholernie szczęśliwa że Wam podobało się to opowiadanie. 
Dzięki temu nabrałam trochę wprawy w pisaniu i mam nadzieję że kolejne opowiadanie na tym blogu też przypadnie Wam do gustu, nie wiem kiedy dodam bohaterów an prolog, ale jakoś w najbliższym czasie. 
Przepraszam że tak się rozpisałam, ale cholernie trudno rozstać mi się z historią o Emilie.
KOCHAM WAS I DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO ♥