jest ktoś?
poniedziałek, 11 maja 2015
sobota, 10 sierpnia 2013
Epilog
Przyjaźń....
Do dziś pamiętam słowa które wypowiedział Harry "jeżeli pojedziesz tam, to koniec naszej przyjaźni".
Kochałem Mitchie i nie mogłem postąpić inaczej..
To była pamiętna noc.
Harry odłączył się od nas, przychodził tylko na sesje, próby, wywiady, koncerty. Jeżeli mieliśmy jakąś trasę i nocowaliśmy w hotelu, to brał pokój na innym piętrze, mimo tego, że zawsze mieliśmy wspólny apartament. Brakuje mi tego, ta sytuacja trwa już rok.. Nadal jestem z Mitchie. Co do niej... To ona jako jedyna z nim rozmawia, nie mam pojęcia czemu, przecież on ją tak potraktował.. Spędza z nim przynajmniej połowę czasu wolnego, a ja co? Przecież nie mogę jej tego zabronić, chociaż jest mi przykro z tego powodu. Straciłem przyjaciela, tracę dziewczynę..
Jest ciężko..
Do dziś pamiętam słowa które wypowiedział Harry "jeżeli pojedziesz tam, to koniec naszej przyjaźni".
Kochałem Mitchie i nie mogłem postąpić inaczej..
To była pamiętna noc.
Harry odłączył się od nas, przychodził tylko na sesje, próby, wywiady, koncerty. Jeżeli mieliśmy jakąś trasę i nocowaliśmy w hotelu, to brał pokój na innym piętrze, mimo tego, że zawsze mieliśmy wspólny apartament. Brakuje mi tego, ta sytuacja trwa już rok.. Nadal jestem z Mitchie. Co do niej... To ona jako jedyna z nim rozmawia, nie mam pojęcia czemu, przecież on ją tak potraktował.. Spędza z nim przynajmniej połowę czasu wolnego, a ja co? Przecież nie mogę jej tego zabronić, chociaż jest mi przykro z tego powodu. Straciłem przyjaciela, tracę dziewczynę..
Jest ciężko..
Czy kiedykolwiek przystawiłeś ostrze do swoich nadgarstków?
Czy kiedykolwiek pomijałeś posiłki?
Spróbujemy dzisiaj czegoś nowego
Jak się z tym czujesz?
Skoro mi jest tak ciężko, to nawet nie chcę sobie wyobrażać jak jemu jest ciężko. Ja mam wspaniałą dziewczynę oraz najwspanialszych przyjaciół. A on? On ma Mitchie. Swoją drogą, nawet nie wiem, o co pozostali się z nim pokłócili.. Szczególnie Louis, przecież tak się przyjaźnili.
"Przyjaciele na dobre i na złe"
No kurwa, o co tutaj chodzi?
Teraz nie rozmawiamy. To był najcięższy rok w moim życiu, bez przyjaciela to nie jest już to samo. Mam nadzieję, że kiedyś się pogodzimy, nawet bym mu wybaczył to co zrobił Mitchie gdyby przyszedł i przeprosił..
Czas pokaże...
Póki co niech jest tak jak jest...
Teraz nie rozmawiamy. To był najcięższy rok w moim życiu, bez przyjaciela to nie jest już to samo. Mam nadzieję, że kiedyś się pogodzimy, nawet bym mu wybaczył to co zrobił Mitchie gdyby przyszedł i przeprosił..
Czas pokaże...
Póki co niech jest tak jak jest...
____________________________________________
Strasznie Was przepraszam, że tak długo nie było rozdziału!:(
Czemu epilog?
W sumie nie wiem, chyba z braku czasu.
Może pod koniec miesiąca albo na początku września powrócę do Was z drugą częścią?
Jak myślicie?
Chcecie?
Strasznie Was przepraszam :c
piątek, 9 sierpnia 2013
nowy
Przepraszam wszystkich, nowy post pojawi się może nawet jutro, najpóźniej w niedziele, możliwe, że dzisiaj w nocy.
obiecuję...
obiecuję...
poniedziałek, 8 lipca 2013
Rozdział 28
- Mitchie! Mitchie! - ktoś do mnie podbiegł i przytulił od tyłu - spokojnie, Zayn właśnie z nim gada.
- Ale Liam, zrozum, to co zrobił Harry jest szczytem wszystkiego! jak on mógł?
- Nie wiem. Nie chcę go bronić, ale może on po prostu potrzebuje kogoś bliskiego? Popatrz, nawet znajomi się od niego odwrócili.
- Dziwisz się?
- Nie, ale musisz z nim pogadać, z Paul'em też, chodź do środka.
- Nie chcę ich teraz widzieć.
- Chodź ze mną.
- Liam nie! - złapał mnie i przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Ona jest ze mną, nie będę jej zmuszał do czegoś czego ona nie chce! - krzyknął Zayn, byliśmy już w środku.
- To masz problem Malik. Ma być tak jak ja powiem, masz to w tej pierdolonej umowie!
- Do czasu - warknął Louis.
- Dokładnie do czasu, a do tego czasu musicie grać tak jak wam zagram i ty księżniczko będziesz udawała jego chłopaka czy tego chcesz czy nie.
- Ale..
- Bez żadnego ale! Ty i Harry pojedziecie osobną taksówką jak na parę przystało, a wy drugą. Macie się trzymać za rękę, a teraz do wyjścia!
Nie miałam nic do gadania, bałam się odezwać, Paul jest straszny. Gdy zbliżaliśmy się do wyjścia było słychać coraz głośniejsze krzyki fanek. W taksówce sobie porozmawiam z Harry'm.
- Ma być buziak - szepnął do nas Paul, Harry przytaknął, ja się zatrzymałam, spoliczkowałam go, następnie podeszłam do Zayn'a i to jego pocałowałam, odwzajemnił pocałunek popychając mnie na ścianę.
- Okej rozumiem, ale teraz robisz co ja mówię - warknął Paul odciągając Malik'a ode mnie - bez pocałunku, ale wychodźcie już i trzymajcie się za ręce.
Chwycił moją dłoń i wyszliśmy jako pierwsi, fanki zaczęły krzyczeć jego imię i nazwisko.
- Zostaw ją! Nie możesz z nią być! Co z nami? - krzyczały fanki, zatrzymaliśmy się. Koło nas zjawili się pozostali, Zayn pokazywał ruchami dłoni, aby cię uciszyły, chciałam go wyśmiać, bo to było nie realne, aby one się uciszyły, jednak po chwili była cisza.
- Każdy z nas ma prawo do szczęścia, ale mimo wszystko zawsze będziecie ważni dla nas, zawsze będziecie częścią naszego życia. Już nawet nie wiem ile przyjąłem oświadczyn z waszej strony, to naprawdę jest wspaniałe uczucie. Przepraszam, że spóźniłem się na swój własny koncert, chciałbym wam to jakoś wynagrodzić, ale jestem zmęczony, wiec co powiecie na jedno wspólne zdjęcie?
Nie sądziłam, że jest taki dobry, widać, że kocha swoich fanów i wiem, że nie na rękę jest mu okłamywanie ich. Harry pociągnął mnie za sobą do taksówki, wsiedliśmy i odjechaliśmy.
- Co to kurwa ma być? - wrzasnęłam.
- Jesteśmy tutaj sami, nie musisz udawać że mnie nienawidzisz - powiedział kładąc dłoń na moim kolanie.
- Popierdoliło cie już zupełnie? Jestem z Zayn'em i nic tego nie zmieni. Nie zepsujesz mi związku Styles!
Przysunął mnie bliżej siebie, chwycił mój podbródek, każąc spojrzeć mi w jego oczy.
- Nie takim tonem do mnie Mitchie - powiedział do mnie łagodnie, zbliżył się do mnie i musnął moje wargi, od razu się mu wyrwałam.
- Niech się pan zatrzyma - powiedziałam do kierowcy, posłuchał mnie i stanął z boku. Szybko wysiadłam, taksówka odjechała. Dopiero teraz się zorientowałam, że nie wiem gdzie mam się udać, że nie wiem gdzie mają hotel. Telefonu też nie miałam, zostawiłam w taksówce. Koło mnie przejechała druga taksówka, zaczęłam krzyczeć i biec za nimi, ale chyba mnie nie zauważyli, pojechali dalej. Usiadłam pod jakimś drzewem, sama, w środku nocy.
*Zayn*
- No kurwa nie rozumiem tego! - krzyknąłem wysiadając z taksówki, zajechaliśmy od tyłu, na dzisiaj miałem dość fanek.
- Nikt tego nie rozumie Zayn. Harry ma jakieś problemy, musimy z nim pogadać - powiedział Louis.
Z drugiej taksówki wysiadł Harold. Sam. Zaraz, stop, wróć. Jak to sam?
- Harry, gdzie Mitchie?
- W połowie drogi zachciało jej się wysiąść.
- Jak to kurwa, zachciało jej się wysiąść?
- Normalnie, zaczęła mnie dotykać i całować, więc nawrzeszczałem na nią, a ona chyba była o to zła, że jej nie uległem i wysiadła.
- I myślisz, że ci uwierzę? Jesteś skończonym dupkiem.
- Komu uwierzysz? Jakiejś dziuni czy przyjacielowi?
- Słuchaj mój przyjacielu, znaj ją dłużej niż was wszystkich razem wziętych, komu jak komu, ale jej ufam bezgranicznie, więc nie pierdol mi tu o wierzeniu i zaufaniu, gdzie wysiadła?
- Koło klubu "STAR" jeżeli pojedziesz tam, to koniec naszej przyjaźni - powiedział patrząc mi w oczy, co on kurwa myślał? Że zostanę i może mu podziękuję.
- Pierdol się Styles, w dupie mam twoją przyjaźń - wsiadłem do taksówki i odjechałem.
Miałem nadzieję, że nigdzie sama nie poszła..
To wszystko wina Paul'a i Harry'ego.
Byłam tam, siedziała pod jednym z drzew, zmarznięta i zapłakana...
_______________________________________________________
Heej!
Rozdział krótki, bo to przedsmak tego co będzie się działo w następnym odcinku, przygotujcie się! :D
ZAPRASZAM NA MOJEGO NOWEGO BLOGA O ROCKOWYM ZESPOLE ONE DIRECTION.
KOLCZYKI, TATUAŻE, IMPREZOWANIE, UŻYWKI. WSZYSTKO TO U MNIE!
WYSTARCZY KLIKNĄĆ ---> [KLIK]
- Ale Liam, zrozum, to co zrobił Harry jest szczytem wszystkiego! jak on mógł?
- Nie wiem. Nie chcę go bronić, ale może on po prostu potrzebuje kogoś bliskiego? Popatrz, nawet znajomi się od niego odwrócili.
- Dziwisz się?
- Nie, ale musisz z nim pogadać, z Paul'em też, chodź do środka.
- Nie chcę ich teraz widzieć.
- Chodź ze mną.
- Liam nie! - złapał mnie i przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Ona jest ze mną, nie będę jej zmuszał do czegoś czego ona nie chce! - krzyknął Zayn, byliśmy już w środku.
- To masz problem Malik. Ma być tak jak ja powiem, masz to w tej pierdolonej umowie!
- Do czasu - warknął Louis.
- Dokładnie do czasu, a do tego czasu musicie grać tak jak wam zagram i ty księżniczko będziesz udawała jego chłopaka czy tego chcesz czy nie.
- Ale..
- Bez żadnego ale! Ty i Harry pojedziecie osobną taksówką jak na parę przystało, a wy drugą. Macie się trzymać za rękę, a teraz do wyjścia!
Nie miałam nic do gadania, bałam się odezwać, Paul jest straszny. Gdy zbliżaliśmy się do wyjścia było słychać coraz głośniejsze krzyki fanek. W taksówce sobie porozmawiam z Harry'm.
- Ma być buziak - szepnął do nas Paul, Harry przytaknął, ja się zatrzymałam, spoliczkowałam go, następnie podeszłam do Zayn'a i to jego pocałowałam, odwzajemnił pocałunek popychając mnie na ścianę.
- Okej rozumiem, ale teraz robisz co ja mówię - warknął Paul odciągając Malik'a ode mnie - bez pocałunku, ale wychodźcie już i trzymajcie się za ręce.
Chwycił moją dłoń i wyszliśmy jako pierwsi, fanki zaczęły krzyczeć jego imię i nazwisko.
- Zostaw ją! Nie możesz z nią być! Co z nami? - krzyczały fanki, zatrzymaliśmy się. Koło nas zjawili się pozostali, Zayn pokazywał ruchami dłoni, aby cię uciszyły, chciałam go wyśmiać, bo to było nie realne, aby one się uciszyły, jednak po chwili była cisza.
- Każdy z nas ma prawo do szczęścia, ale mimo wszystko zawsze będziecie ważni dla nas, zawsze będziecie częścią naszego życia. Już nawet nie wiem ile przyjąłem oświadczyn z waszej strony, to naprawdę jest wspaniałe uczucie. Przepraszam, że spóźniłem się na swój własny koncert, chciałbym wam to jakoś wynagrodzić, ale jestem zmęczony, wiec co powiecie na jedno wspólne zdjęcie?
Nie sądziłam, że jest taki dobry, widać, że kocha swoich fanów i wiem, że nie na rękę jest mu okłamywanie ich. Harry pociągnął mnie za sobą do taksówki, wsiedliśmy i odjechaliśmy.
- Co to kurwa ma być? - wrzasnęłam.
- Jesteśmy tutaj sami, nie musisz udawać że mnie nienawidzisz - powiedział kładąc dłoń na moim kolanie.
- Popierdoliło cie już zupełnie? Jestem z Zayn'em i nic tego nie zmieni. Nie zepsujesz mi związku Styles!
Przysunął mnie bliżej siebie, chwycił mój podbródek, każąc spojrzeć mi w jego oczy.
- Nie takim tonem do mnie Mitchie - powiedział do mnie łagodnie, zbliżył się do mnie i musnął moje wargi, od razu się mu wyrwałam.
- Niech się pan zatrzyma - powiedziałam do kierowcy, posłuchał mnie i stanął z boku. Szybko wysiadłam, taksówka odjechała. Dopiero teraz się zorientowałam, że nie wiem gdzie mam się udać, że nie wiem gdzie mają hotel. Telefonu też nie miałam, zostawiłam w taksówce. Koło mnie przejechała druga taksówka, zaczęłam krzyczeć i biec za nimi, ale chyba mnie nie zauważyli, pojechali dalej. Usiadłam pod jakimś drzewem, sama, w środku nocy.
*Zayn*
- No kurwa nie rozumiem tego! - krzyknąłem wysiadając z taksówki, zajechaliśmy od tyłu, na dzisiaj miałem dość fanek.
- Nikt tego nie rozumie Zayn. Harry ma jakieś problemy, musimy z nim pogadać - powiedział Louis.
Z drugiej taksówki wysiadł Harold. Sam. Zaraz, stop, wróć. Jak to sam?
- Harry, gdzie Mitchie?
- W połowie drogi zachciało jej się wysiąść.
- Jak to kurwa, zachciało jej się wysiąść?
- Normalnie, zaczęła mnie dotykać i całować, więc nawrzeszczałem na nią, a ona chyba była o to zła, że jej nie uległem i wysiadła.
- I myślisz, że ci uwierzę? Jesteś skończonym dupkiem.
- Komu uwierzysz? Jakiejś dziuni czy przyjacielowi?
- Słuchaj mój przyjacielu, znaj ją dłużej niż was wszystkich razem wziętych, komu jak komu, ale jej ufam bezgranicznie, więc nie pierdol mi tu o wierzeniu i zaufaniu, gdzie wysiadła?
- Koło klubu "STAR" jeżeli pojedziesz tam, to koniec naszej przyjaźni - powiedział patrząc mi w oczy, co on kurwa myślał? Że zostanę i może mu podziękuję.
- Pierdol się Styles, w dupie mam twoją przyjaźń - wsiadłem do taksówki i odjechałem.
Miałem nadzieję, że nigdzie sama nie poszła..
To wszystko wina Paul'a i Harry'ego.
Byłam tam, siedziała pod jednym z drzew, zmarznięta i zapłakana...
_______________________________________________________
Heej!
Rozdział krótki, bo to przedsmak tego co będzie się działo w następnym odcinku, przygotujcie się! :D
ZAPRASZAM NA MOJEGO NOWEGO BLOGA O ROCKOWYM ZESPOLE ONE DIRECTION.
KOLCZYKI, TATUAŻE, IMPREZOWANIE, UŻYWKI. WSZYSTKO TO U MNIE!
WYSTARCZY KLIKNĄĆ ---> [KLIK]
czwartek, 4 lipca 2013
Rozdział 27
Wyjechali...
Przynajmniej będą czymś zajęci, a ja? Będę siedziała sama w domu z poczuciem winy. Harry nawet się nie odezwał, Zayn nawet się nie pożegnał ze mną. Niall chyba się obraził, w sumie nie wiem za co, Liam też się nie odzywa, bo daje mi czas abym sobie wszystko przemyślała, a Louis? Dzwoni co kilka godzi i pyta się czy wszystko w porządku. Moja psychika wysiada...
Zdrada jest czymś czego nigdy bym nie wybaczyła, ale teraz zmienię chyba podejście do tego, ja też go zdradziłam, nie wiem co robić, jest mi ciężko. Czemu jedna noc zmieniła całe moje życie? Już niedługo moje urodziny, wyprowadzę się od Louis'a, raczej ucieknę, nie chcę sprawiać mu problemów. Powiedział, że jak wróci z trasy to się przeprowadzamy, że odejdzie z zespołu i znajdziemy dom gdzieś na przedmieściach, ale ja tak nie chcę! On nie jest niczemu winny, to nie może tak być! On to kocha, a ja jestem bezradna, nie wiem co robić..
Za pięć dni wracają, a ja nadal nie wiem co zrobić ze swoim życiem, siedzę ciągle w swoi pokoju, leżę w swoim łóżku i płaczę w poduszkę, gdybym spojrzała w lustro pewnie bym się przestraszyła. Ktoś zapukał do moich drzwi, po chwili wszedł.
- Charlie, proszę wybacz mi - usłyszałam głos Zayn'a.
- Odejdź - powiedziałam i przykryłam twarz kołdrą.
- Prędzej czy później musimy porozmawiać.
- Później - jęknęłam.
- Nie - powiedział, zdjął kołdrę z łóżka i położył się obok mnie, odwróciłam się do niego plecami, ale wziął i odwrócił mnie tak, że leżałam przodem do niego - Musimy porozmawiać o tym co się wydarzyło, o swoich uczuciach i o nas.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
- Zależy mi na tobie.
- Po tym co ci zrobiłam też?
- Mitchie, miłość jest w stanie wybaczyć wszystko, jeżeli ty mi wybaczysz, ja ci wybaczę to zaczniemy z czystymi kartami, od początku po raz drugi...
- Zawsze powtarzałeś, że nie byłbyś w stanie wybaczyć mi zdrady..
- Ale ty też mnie zdradziłaś. Zadam ci dwa pytania, ale odpowiesz szczerze, dobrze? - spytał zakładając kosmyk włosów za moje ucho.
- Ale ty na moje też.
- Dobrze. A więc, czujesz coś do Harry'ego i czemu on?
Byłam pewna, że zada właśnie te pytanie. Czy czuję coś do niego? Z Harry'm przeżyłam cudowne chwilę, ale tylko to.
- Nie, nic do niego nie czuję, to on zaczął, wtedy w klubie co płakałam... Uratowałam go od Danielle, poszliśmy do łazienki, zamknął drzwi na klucz.. Zaczął mnie całować.. Wtedy w tym domu, chciałam zrobić coś, żeby nie patrzył tak na mnie, żeby nie zawracał sobie mną głowy, ale coś mi nie wyszło, wypiliśmy trochę.. Zaczął mnie całować, opamiętałam się i poszłam do sypialni, ale on tam przyszedł i zaczął mnie dotykać.. To nie do końca była jego wina.. Ja też zawiniłam, to ja go do siebie przyciągnęłam..
- Mitchie, nie..
- To ja powiedziałam, że jestem pewna, byłam tego świadoma, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mnie..
- Okej, powiedziałaś prawdę.
- Gdyby to był ktoś inny, wybaczył byś?
- Nie wiem, jestem teraz z tobą, nie wiem czy pokochałbym kogoś tą samą miłością co ciebie darzę. Z tobą jestem długo i wiem, że to jest coś poważnego..
- Kochasz mnie jeszcze?
- Czy ja kiedykolwiek przestałem cię kochać? Kochanie, nawet o tym nie myśl, nie wiem co masz w główce, ale od razu wybij sobie tą myśl. Kocham cię najbardziej na świecie!
- Ja ciebie też - powiedziałam i przytuliłam się do niego - nie masz koncertu przypadkiem?
- Mam, ale nie umiałem śpiewać z myślą że jestem z tobą pokłócony.
- To leć na koncert.
- Tylko z tobą kochanie.
- Spójrz jak ja wyglądam.
- Fakt, trochę strasznie, ale poradzimy coś na to - zaśmiał się.
- Jak możesz? Powinieneś powiedzieć, że cudownie. Co ja z tobą mam... - pierwszy raz od kilku dni się zaśmiałam.
- Miłość skarbie - pocałował mnie w czoło - a teraz mykaj pod prysznic, a ja wybiorę ci ciuchy, za 30 minut zaczyna się koncert, spóźnimy się, ale chociaż się pokażemy.
Tak jak powiedział, zwlokłam się z łóżka i udałam się do łazienki, wolałam nawet nie patrzeć w lustro. Wzięłam szybki prysznic, włosy tylko wysuszyłam, lepiej wyglądają kręcone.Zrobiłam makijaż i w bieliźnie wyszłam do pokoju.
- Kusisz, oj kusisz - zaśmiał się Zayn, podszedł do mnie chwycił w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował.
- Dobra, nie ma na to czasu,spieszy nam się, zaraz będzie taksówka.
- Nie ma na to czasu? A kto mówił ostatnio, że a to zawsze znajdzie się czas?
- Musisz łapać za słówka prawda? - zaśmiał się - wybrałem ci strój - powiedział i podał mi to.
- Moje włosy i taki elegancki strój? - zadziwiłam się.
- Zawsze byłaś szalona, więc co ci szkodzi?
*
- I jak zamierzasz to zrobić? Wbiec na scenę bez żadnego wyjaśnienia? - spytałam gdy wysiedliśmy z taksówki.
- Masz lepszy pomysł? - spytał zatrzymując się i wyciągając papierosa z paczki.
- Na pewno nie palenie, fani czekają! Rusz tą swoją piękną i zgrabną dupę i zapierdalaj na scenę!
- A tak dobrze się zaczynało, okej, okej.Chodź ze mną. Plan jest taki - powiedział i wtajemniczył mnie w swój szalony pomysł.
*Louis*
Nikt nie wiedział, gdzie się podział Zayn, koncert trawa od 30 minut, razem z Niall'em przejeliśmy jego solówki, fani są zawiedzeni, dwoimy się i troimy na tej scenie, ale to nic nie daje. Zauważyłem, że za kulisami jest jakieś zamieszanie, ale wiedziałem o co chodzi, nagle z publiczności jakaś fanka wbiegła na scenę, przerwaliśmy śpiewanie i spojrzeliśmy na siebie, to mogła być jakaś psychofanka. Nie dość, że nie ma Malik'a to jeszcze to. Jakbyśmy mieli mało problemów. Z tego wszystkiego zapomniałem zadzwonić do Mitchie przed koncertem. Ta dziewczyna co wleciała na scenę zaczęła biec w moim kierunku. Zaraz, zaraz.. Czy to jest Mitchie? Rozłożyłem ramiona, wpadła w nie, mocno ją do siebie przytuliłem. Podbiegł do nas ochroniarz, powiedziałem mu po cichu, że ją znam i może odejść.
- Hej mała, co tu robisz? Widziałaś może Malik'a?
- Hej duży - zaśmiała się - taj, jest tam - Zayn właśnie wybiegł na scenę.
- Jak się bawicie? - krzyknął do publiczności. Tłum oszalał, wszyscy zaczęli piszczeć i wrzeszczeć.
- Stary, co ty odwalasz? Czemu pozwoliłem Mitchie wejść na scenę? - spytałem gdy podszedł do nas.
- Lubię dzielić się swoim szczęściem z innymi - powiedział zadowolony i przytulił Mitchie.
Podeszli do nas pozostali oprócz Harolda i ją przytulili, podszedłem do niego.
- Tylko nie mów, że ona mu wybaczyła.
- Kochają się, co poradzisz?
- Ale to była zdrada!
- Głośniej! Ciesz się ich szczęściem, to było wiadome, że nie będziecie razem. Ogarnij się.
- Okej! Wracajmy do koncertu! - powiedział Liam, ale co z Mitchie? Jak już jest na scenie to wypadało by ją przedstawić.
- Kochani, przed wami moja bratanica Mitchie! Wielkie brawa dla kolorowo-włosej dziewczyny!
Mitchie wyszła trochę do przodu i się ukłoniła.
- Jeszcze raz wielkie brawa dla mojej dziewczyny! - wydarł się Harry, wszyscy spojrzeliśmy na niego zdziwieni, a on podszedł do niej i pocałował ją w policzek oraz przytulił. Widziałem minę Malik'a, mówiła ona wszystko, był zdenerwowany, nie, to złe słowo, on był wkurwiony!
Mitchie poszła za kulisy a my dokończyliśmy koncert. Zmęczeni udaliśmy się do garderoby gdzie siedziała Charlie, już chciałem coś powiedzieć, kiedy ona wstała z miejsca i podeszła do Harolda.
- Świetny koncert kochanie - spoliczkowała go.
- Za co? - spytał trzymając dłoń na czerwonym policzku. Mitchie się zaśmiała.
- Jeszcze pytasz za co? Mało namieszałeś w moim życiu? Jestem z Zayn'em i nikt ani nic tego nie zmieni, zrozumiano?
- Ale kochanie - chciał ją złapać w pasie, ale się odsunęła. Zayn chciał do niego podejść, ale razem z Liam'em go przytrzymałem.
- Kurwa Styles! Z daleka od mojej dziewczyny! - warknął.
- To nie jest przedmiot, ona do ciebie nie przynależy!
- Jestem z nim Harry - powiedziała spokojnie Charlie.
- Już nie pamiętasz tej nocy?
- Pamiętam, ale to nic nie zmieni.
Niall podszedł do niej i ją przytulił.
- Pójdziemy coś zjeść? - spytał smutny. Zayn zaczął nam się wyrywać, nie daliśmy mu rady, podszedł do Harolda i przycisnął go do ściany.
*Mitchie*
Kiedy Malik wpadnie w szał, nic nie jest w stanie go powstrzymać, tak było też tym razem, już się zamachnął i chciał walnąć go, ale ktoś wszedł do garderoby.
- No no, wiedziałem od samego początku, że z Mitchie będą problemy, o czym ostatnio gadaliśmy Tomlinson? Bez skandali, bez związków, bez wyjawiania się - Paul, nie trawię gościa - a tu co? Powiedziałeś, że to twoja bratanica i nagle dowiaduje się, że pan Styles jest w związku.
- Nie jest! - warknął Zayn odsuwając się od niego - Mitchie jest ze mną - podszedł do mnie i przytulił od tyłu.
- To co to miało być na scenie? Już każdy wie, że on jest zajęty!
- Nie wiem co mu strzeliło do tego pustego łba, ale trzeba to odkręcić.
- Nic nie będziemy odkręcać, przed mediami Mitchie i Harry będą udawali szczęśliwy związek, musicie ponieść odpowiedzialność za to co powiedzieliście.
- Czemu mamy płacić za to co ten debil powiedział? - krzyknęłam.
- To jest zespół na skalę światową, nie możemy sobie pozwolić na takie coś.
- Możemy to obrócić w żart!
- Nie, nie możemy!
- Nie obchodzi mnie twoje zdanie, nie będziesz mi mówił co mam robić.
- Mitchie, skończ - powiedział Louis.
- Bo co? Boicie się go? Nie bądź śmieszny! Nie będę udawała dziewczyny tego dupka!
- Wyrażaj się! - warknął Harold.
- Mam was dość, jeżeli tak ma to wyglądać, to ja się zmywam - wyrwałam się z uścisku Zayn'a i wyszłam z garderoby.
___________________________________________________
Jak myślicie? Mitchie będzie udawała dziewczynę Harry'ego?
Przynajmniej będą czymś zajęci, a ja? Będę siedziała sama w domu z poczuciem winy. Harry nawet się nie odezwał, Zayn nawet się nie pożegnał ze mną. Niall chyba się obraził, w sumie nie wiem za co, Liam też się nie odzywa, bo daje mi czas abym sobie wszystko przemyślała, a Louis? Dzwoni co kilka godzi i pyta się czy wszystko w porządku. Moja psychika wysiada...
Zdrada jest czymś czego nigdy bym nie wybaczyła, ale teraz zmienię chyba podejście do tego, ja też go zdradziłam, nie wiem co robić, jest mi ciężko. Czemu jedna noc zmieniła całe moje życie? Już niedługo moje urodziny, wyprowadzę się od Louis'a, raczej ucieknę, nie chcę sprawiać mu problemów. Powiedział, że jak wróci z trasy to się przeprowadzamy, że odejdzie z zespołu i znajdziemy dom gdzieś na przedmieściach, ale ja tak nie chcę! On nie jest niczemu winny, to nie może tak być! On to kocha, a ja jestem bezradna, nie wiem co robić..
Za pięć dni wracają, a ja nadal nie wiem co zrobić ze swoim życiem, siedzę ciągle w swoi pokoju, leżę w swoim łóżku i płaczę w poduszkę, gdybym spojrzała w lustro pewnie bym się przestraszyła. Ktoś zapukał do moich drzwi, po chwili wszedł.
- Charlie, proszę wybacz mi - usłyszałam głos Zayn'a.
- Odejdź - powiedziałam i przykryłam twarz kołdrą.
- Prędzej czy później musimy porozmawiać.
- Później - jęknęłam.
- Nie - powiedział, zdjął kołdrę z łóżka i położył się obok mnie, odwróciłam się do niego plecami, ale wziął i odwrócił mnie tak, że leżałam przodem do niego - Musimy porozmawiać o tym co się wydarzyło, o swoich uczuciach i o nas.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
- Zależy mi na tobie.
- Po tym co ci zrobiłam też?
- Mitchie, miłość jest w stanie wybaczyć wszystko, jeżeli ty mi wybaczysz, ja ci wybaczę to zaczniemy z czystymi kartami, od początku po raz drugi...
- Zawsze powtarzałeś, że nie byłbyś w stanie wybaczyć mi zdrady..
- Ale ty też mnie zdradziłaś. Zadam ci dwa pytania, ale odpowiesz szczerze, dobrze? - spytał zakładając kosmyk włosów za moje ucho.
- Ale ty na moje też.
- Dobrze. A więc, czujesz coś do Harry'ego i czemu on?
Byłam pewna, że zada właśnie te pytanie. Czy czuję coś do niego? Z Harry'm przeżyłam cudowne chwilę, ale tylko to.
- Nie, nic do niego nie czuję, to on zaczął, wtedy w klubie co płakałam... Uratowałam go od Danielle, poszliśmy do łazienki, zamknął drzwi na klucz.. Zaczął mnie całować.. Wtedy w tym domu, chciałam zrobić coś, żeby nie patrzył tak na mnie, żeby nie zawracał sobie mną głowy, ale coś mi nie wyszło, wypiliśmy trochę.. Zaczął mnie całować, opamiętałam się i poszłam do sypialni, ale on tam przyszedł i zaczął mnie dotykać.. To nie do końca była jego wina.. Ja też zawiniłam, to ja go do siebie przyciągnęłam..
- Mitchie, nie..
- To ja powiedziałam, że jestem pewna, byłam tego świadoma, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mnie..
- Okej, powiedziałaś prawdę.
- Gdyby to był ktoś inny, wybaczył byś?
- Nie wiem, jestem teraz z tobą, nie wiem czy pokochałbym kogoś tą samą miłością co ciebie darzę. Z tobą jestem długo i wiem, że to jest coś poważnego..
- Kochasz mnie jeszcze?
- Czy ja kiedykolwiek przestałem cię kochać? Kochanie, nawet o tym nie myśl, nie wiem co masz w główce, ale od razu wybij sobie tą myśl. Kocham cię najbardziej na świecie!
- Ja ciebie też - powiedziałam i przytuliłam się do niego - nie masz koncertu przypadkiem?
- Mam, ale nie umiałem śpiewać z myślą że jestem z tobą pokłócony.
- To leć na koncert.
- Tylko z tobą kochanie.
- Spójrz jak ja wyglądam.
- Fakt, trochę strasznie, ale poradzimy coś na to - zaśmiał się.
- Jak możesz? Powinieneś powiedzieć, że cudownie. Co ja z tobą mam... - pierwszy raz od kilku dni się zaśmiałam.
- Miłość skarbie - pocałował mnie w czoło - a teraz mykaj pod prysznic, a ja wybiorę ci ciuchy, za 30 minut zaczyna się koncert, spóźnimy się, ale chociaż się pokażemy.
Tak jak powiedział, zwlokłam się z łóżka i udałam się do łazienki, wolałam nawet nie patrzeć w lustro. Wzięłam szybki prysznic, włosy tylko wysuszyłam, lepiej wyglądają kręcone.Zrobiłam makijaż i w bieliźnie wyszłam do pokoju.
- Kusisz, oj kusisz - zaśmiał się Zayn, podszedł do mnie chwycił w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował.
- Dobra, nie ma na to czasu,spieszy nam się, zaraz będzie taksówka.
- Nie ma na to czasu? A kto mówił ostatnio, że a to zawsze znajdzie się czas?
- Musisz łapać za słówka prawda? - zaśmiał się - wybrałem ci strój - powiedział i podał mi to.
- Moje włosy i taki elegancki strój? - zadziwiłam się.
- Zawsze byłaś szalona, więc co ci szkodzi?
*
- I jak zamierzasz to zrobić? Wbiec na scenę bez żadnego wyjaśnienia? - spytałam gdy wysiedliśmy z taksówki.
- Masz lepszy pomysł? - spytał zatrzymując się i wyciągając papierosa z paczki.
- Na pewno nie palenie, fani czekają! Rusz tą swoją piękną i zgrabną dupę i zapierdalaj na scenę!
- A tak dobrze się zaczynało, okej, okej.Chodź ze mną. Plan jest taki - powiedział i wtajemniczył mnie w swój szalony pomysł.
*Louis*
Nikt nie wiedział, gdzie się podział Zayn, koncert trawa od 30 minut, razem z Niall'em przejeliśmy jego solówki, fani są zawiedzeni, dwoimy się i troimy na tej scenie, ale to nic nie daje. Zauważyłem, że za kulisami jest jakieś zamieszanie, ale wiedziałem o co chodzi, nagle z publiczności jakaś fanka wbiegła na scenę, przerwaliśmy śpiewanie i spojrzeliśmy na siebie, to mogła być jakaś psychofanka. Nie dość, że nie ma Malik'a to jeszcze to. Jakbyśmy mieli mało problemów. Z tego wszystkiego zapomniałem zadzwonić do Mitchie przed koncertem. Ta dziewczyna co wleciała na scenę zaczęła biec w moim kierunku. Zaraz, zaraz.. Czy to jest Mitchie? Rozłożyłem ramiona, wpadła w nie, mocno ją do siebie przytuliłem. Podbiegł do nas ochroniarz, powiedziałem mu po cichu, że ją znam i może odejść.
- Hej mała, co tu robisz? Widziałaś może Malik'a?
- Hej duży - zaśmiała się - taj, jest tam - Zayn właśnie wybiegł na scenę.
- Jak się bawicie? - krzyknął do publiczności. Tłum oszalał, wszyscy zaczęli piszczeć i wrzeszczeć.
- Stary, co ty odwalasz? Czemu pozwoliłem Mitchie wejść na scenę? - spytałem gdy podszedł do nas.
- Lubię dzielić się swoim szczęściem z innymi - powiedział zadowolony i przytulił Mitchie.
Podeszli do nas pozostali oprócz Harolda i ją przytulili, podszedłem do niego.
- Tylko nie mów, że ona mu wybaczyła.
- Kochają się, co poradzisz?
- Ale to była zdrada!
- Głośniej! Ciesz się ich szczęściem, to było wiadome, że nie będziecie razem. Ogarnij się.
- Okej! Wracajmy do koncertu! - powiedział Liam, ale co z Mitchie? Jak już jest na scenie to wypadało by ją przedstawić.
- Kochani, przed wami moja bratanica Mitchie! Wielkie brawa dla kolorowo-włosej dziewczyny!
Mitchie wyszła trochę do przodu i się ukłoniła.
- Jeszcze raz wielkie brawa dla mojej dziewczyny! - wydarł się Harry, wszyscy spojrzeliśmy na niego zdziwieni, a on podszedł do niej i pocałował ją w policzek oraz przytulił. Widziałem minę Malik'a, mówiła ona wszystko, był zdenerwowany, nie, to złe słowo, on był wkurwiony!
Mitchie poszła za kulisy a my dokończyliśmy koncert. Zmęczeni udaliśmy się do garderoby gdzie siedziała Charlie, już chciałem coś powiedzieć, kiedy ona wstała z miejsca i podeszła do Harolda.
- Świetny koncert kochanie - spoliczkowała go.
- Za co? - spytał trzymając dłoń na czerwonym policzku. Mitchie się zaśmiała.
- Jeszcze pytasz za co? Mało namieszałeś w moim życiu? Jestem z Zayn'em i nikt ani nic tego nie zmieni, zrozumiano?
- Ale kochanie - chciał ją złapać w pasie, ale się odsunęła. Zayn chciał do niego podejść, ale razem z Liam'em go przytrzymałem.
- Kurwa Styles! Z daleka od mojej dziewczyny! - warknął.
- To nie jest przedmiot, ona do ciebie nie przynależy!
- Jestem z nim Harry - powiedziała spokojnie Charlie.
- Już nie pamiętasz tej nocy?
- Pamiętam, ale to nic nie zmieni.
Niall podszedł do niej i ją przytulił.
- Pójdziemy coś zjeść? - spytał smutny. Zayn zaczął nam się wyrywać, nie daliśmy mu rady, podszedł do Harolda i przycisnął go do ściany.
*Mitchie*
Kiedy Malik wpadnie w szał, nic nie jest w stanie go powstrzymać, tak było też tym razem, już się zamachnął i chciał walnąć go, ale ktoś wszedł do garderoby.
- No no, wiedziałem od samego początku, że z Mitchie będą problemy, o czym ostatnio gadaliśmy Tomlinson? Bez skandali, bez związków, bez wyjawiania się - Paul, nie trawię gościa - a tu co? Powiedziałeś, że to twoja bratanica i nagle dowiaduje się, że pan Styles jest w związku.
- Nie jest! - warknął Zayn odsuwając się od niego - Mitchie jest ze mną - podszedł do mnie i przytulił od tyłu.
- To co to miało być na scenie? Już każdy wie, że on jest zajęty!
- Nie wiem co mu strzeliło do tego pustego łba, ale trzeba to odkręcić.
- Nic nie będziemy odkręcać, przed mediami Mitchie i Harry będą udawali szczęśliwy związek, musicie ponieść odpowiedzialność za to co powiedzieliście.
- Czemu mamy płacić za to co ten debil powiedział? - krzyknęłam.
- To jest zespół na skalę światową, nie możemy sobie pozwolić na takie coś.
- Możemy to obrócić w żart!
- Nie, nie możemy!
- Nie obchodzi mnie twoje zdanie, nie będziesz mi mówił co mam robić.
- Mitchie, skończ - powiedział Louis.
- Bo co? Boicie się go? Nie bądź śmieszny! Nie będę udawała dziewczyny tego dupka!
- Wyrażaj się! - warknął Harold.
- Mam was dość, jeżeli tak ma to wyglądać, to ja się zmywam - wyrwałam się z uścisku Zayn'a i wyszłam z garderoby.
___________________________________________________
Jak myślicie? Mitchie będzie udawała dziewczynę Harry'ego?
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział 26
- Jak to przespałaś się z Harry'm? - wrzasnął Louis.
- Normalnie? Dobra, wiem że źle zrobiłam, ale przynajmniej nie przeleciałam pierwszej lepszej laski w klubie! - wydarłam się.
- Zayn, chcesz mi coś powiedzieć?
- Przeleciałem jakąś blondynę w klubie.
- Ja pierdole! Co tu się dzieje? - do salonu wpadł Liam.
- To co słyszałeś - mruknął Zayn.
- Co wy robicie ze swoim życiem? - Liam stanął na przeciwko nas i zaczął mówić - Pasujecie do siebie idealnie, nikt ani nic nie było w stanie was rozdzielić, a teraz jedna noc ma wszystko zaprzepaścić? Patrząc na was człowiek ma łzy w oczach ze wzruszenia, znacie się jak nikt inny, rozumiecie się bez słów i chcecie to kurwa zepsuć? Zraniliście siebie nawzajem, ale to wasza decyzja co zrobicie, ale każdy zasługuję na szansę, niezależnie co zrobiliście, pokażcie że wiecie co to znaczy kochać, bo miłość jest wtedy kiedy ludzie mimo tego, że się ranią są ze sobą, niezależnie od tego czy jest dobrze czy źle, życie nie jest kolorowe, ale należy walczyć o to co się kocha. Harry zrozumie co zrobił i przeprosi, ta blondyna to jednorazowa sytuacja, nie wnikam czy to coś dla was znaczyło, ale widzę że cierpicie, widzę jak wam na sobie zależy. Teraz jest trasa, Mitchie lepiej będzie jak zostaniesz, przemyślicie sobie wszystko i wtedy zobaczycie czy kochacie się mimo wszystko. Nie kontaktujcie się do końca trasy, tak będzie lepiej. Zayn, kochasz ją?
- Jak nikogo innego.
- Mitchie kochasz go?
- Najbardziej na świecie.
- Także Mitchie do domu się uspokoić, Zayn na górę, najlepiej nie gadaj z Harry'm, ochłoń, on sam przyjdzie.
- Jak mam kurwa z nim nie gadać, kiedy przeleciał moją dziewczynę?
- Musisz zapanować nad emocjami, uda wam się, ja w was wierzę - nie sądziłam, że ktoś nam wygłosi takie kazanie, taki monolog, dał mi on dużo do myślenia. Bez słowa podeszłam do Liam'a, przytuliłam się, następnie odwróciłam się i bez słowa wyszłam z domu. Na dworze spotkałam Harry'ego wysiadającego z auta.
- Mitchie...
- Nawet nie zaczynaj - poszłam w drugą stronę.
*Zayn*
- Oboje zjebaliście, mam nadzieję, że się pogodzicie - powiedział Louis.
- Przespała się z moim przyjacielem.
- A ty z jakąś nieznaną laską.
- Co zrobiłeś? - odwróciłem się i zobaczyłem Styles'a.
- To co ty!
- Zayn do pokoju, Harry to samo! - zarządził Liam.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić - warknąłem i podszedłem do Harry'ego wypychając go z domu do ogródka - to ci się nie upiecze! Postąpiłeś jak zwykły cham i prostak! - chwyciłem go za kurtkę i popchnąłem na ziemię.
- Zayn, nie rób tego - podbiegł do nas Liam - nie pogarszaj swojej sytuacji - nie reagowałem - Kurwa, Malik! Ogarnij dupę! Spierdalaj w tej chwili do domu! - wydarł się na mnie, a ja z całej siły kopnąłem Harry'ego w brzuch i wkurwiony poszedłem do swojego pokoju. W szafce przy łóżku miałem zapas alkoholu i papierosów, na jakąś przypadkową sytuację. Ta była odpowiednia.
Harry przegiął, wiedziałem że jest dupkiem, ale żeby aż takim? Nigdy bym nie przespał się z dziewczyną kumpla. Jeszcze ta blondyna, mam nadzieję, że zapomni, że nie będzie się ze mną kontaktowała. Mam nadzieję, że mnie nie poznała...
Czy mógłbym być jeszcze z Mitchie? Uważam, że tak, ale muszę mieć pewność, że nie czuje nic do tego bydlaka.
- Zayn! Zayn! ZAYN! - ktoś się wydarł nad moim uchem.
- Czego?
- Wyjeżdżamy! Po co chlałeś wczoraj? Jak ty będziesz wyglądał?
- Spierdalaj Louis, daj mi spać.
- To były twoje pierdolone marzenia, spełniłeś je, a teraz marzeniem każdej fanki jest zobaczenie na żywo jak śpiewasz, więc ruszaj tyłek i zapierdalaj pod prysznic!
- Co ty taki oschły? - spytałem siadając.
- Gdybym wiedział co będziecie przez ten związek, dawno nie byłoby mnie w zespole, siedziałbym szczęśliwy w salonie ze szczęśliwą Mitchie, a co mam? Upiła się tak samo jak ty, tylko podziękować.
- Jak to nie byłoby cię w zespole?
- Normalnie, myślisz że zostałbym z nią tutaj wiedząc, że takie coś wyjdzie? O nie mój kochany, nigdy bym jej tego nie zrobił, ale o tym pomyślę po trasie.
- Chyba nie zamierzasz odejść z zespołu! - wydarłem się wstając z łóżka.
- A mam inny wybór? Ty i Harry jesteście pokłóceni, Mitchie nie może spojrzeć mu w oczy, ja się boję zostawić ją samą tutaj, nie wiadomo co jej strzeli do głowy. Nie mamy czasu, rusz dupę!
Nie, nie, nie! On nie może opuścić zespół, on nie może z nią wyjechać, oni nie mogą odejść... Zespół nie będzie tym samym zespołem. Niby jedna noc, a potrafi wiele zmienić. Cholernie żałuję, mogłem zostać w domu i martwić się o to co robi z Harry'm albo jej nigdzie nie puszczać...
_____________________________________________________
Hej!
Ktoś to w ogóle jeszcze czyta? Jest sens pisania dalej? :D
- Normalnie? Dobra, wiem że źle zrobiłam, ale przynajmniej nie przeleciałam pierwszej lepszej laski w klubie! - wydarłam się.
- Zayn, chcesz mi coś powiedzieć?
- Przeleciałem jakąś blondynę w klubie.
- Ja pierdole! Co tu się dzieje? - do salonu wpadł Liam.
- To co słyszałeś - mruknął Zayn.
- Co wy robicie ze swoim życiem? - Liam stanął na przeciwko nas i zaczął mówić - Pasujecie do siebie idealnie, nikt ani nic nie było w stanie was rozdzielić, a teraz jedna noc ma wszystko zaprzepaścić? Patrząc na was człowiek ma łzy w oczach ze wzruszenia, znacie się jak nikt inny, rozumiecie się bez słów i chcecie to kurwa zepsuć? Zraniliście siebie nawzajem, ale to wasza decyzja co zrobicie, ale każdy zasługuję na szansę, niezależnie co zrobiliście, pokażcie że wiecie co to znaczy kochać, bo miłość jest wtedy kiedy ludzie mimo tego, że się ranią są ze sobą, niezależnie od tego czy jest dobrze czy źle, życie nie jest kolorowe, ale należy walczyć o to co się kocha. Harry zrozumie co zrobił i przeprosi, ta blondyna to jednorazowa sytuacja, nie wnikam czy to coś dla was znaczyło, ale widzę że cierpicie, widzę jak wam na sobie zależy. Teraz jest trasa, Mitchie lepiej będzie jak zostaniesz, przemyślicie sobie wszystko i wtedy zobaczycie czy kochacie się mimo wszystko. Nie kontaktujcie się do końca trasy, tak będzie lepiej. Zayn, kochasz ją?
- Jak nikogo innego.
- Mitchie kochasz go?
- Najbardziej na świecie.
- Także Mitchie do domu się uspokoić, Zayn na górę, najlepiej nie gadaj z Harry'm, ochłoń, on sam przyjdzie.
- Jak mam kurwa z nim nie gadać, kiedy przeleciał moją dziewczynę?
- Musisz zapanować nad emocjami, uda wam się, ja w was wierzę - nie sądziłam, że ktoś nam wygłosi takie kazanie, taki monolog, dał mi on dużo do myślenia. Bez słowa podeszłam do Liam'a, przytuliłam się, następnie odwróciłam się i bez słowa wyszłam z domu. Na dworze spotkałam Harry'ego wysiadającego z auta.
- Mitchie...
- Nawet nie zaczynaj - poszłam w drugą stronę.
*Zayn*
- Oboje zjebaliście, mam nadzieję, że się pogodzicie - powiedział Louis.
- Przespała się z moim przyjacielem.
- A ty z jakąś nieznaną laską.
- Co zrobiłeś? - odwróciłem się i zobaczyłem Styles'a.
- To co ty!
- Zayn do pokoju, Harry to samo! - zarządził Liam.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić - warknąłem i podszedłem do Harry'ego wypychając go z domu do ogródka - to ci się nie upiecze! Postąpiłeś jak zwykły cham i prostak! - chwyciłem go za kurtkę i popchnąłem na ziemię.
- Zayn, nie rób tego - podbiegł do nas Liam - nie pogarszaj swojej sytuacji - nie reagowałem - Kurwa, Malik! Ogarnij dupę! Spierdalaj w tej chwili do domu! - wydarł się na mnie, a ja z całej siły kopnąłem Harry'ego w brzuch i wkurwiony poszedłem do swojego pokoju. W szafce przy łóżku miałem zapas alkoholu i papierosów, na jakąś przypadkową sytuację. Ta była odpowiednia.
Harry przegiął, wiedziałem że jest dupkiem, ale żeby aż takim? Nigdy bym nie przespał się z dziewczyną kumpla. Jeszcze ta blondyna, mam nadzieję, że zapomni, że nie będzie się ze mną kontaktowała. Mam nadzieję, że mnie nie poznała...
Czy mógłbym być jeszcze z Mitchie? Uważam, że tak, ale muszę mieć pewność, że nie czuje nic do tego bydlaka.
- Zayn! Zayn! ZAYN! - ktoś się wydarł nad moim uchem.
- Czego?
- Wyjeżdżamy! Po co chlałeś wczoraj? Jak ty będziesz wyglądał?
- Spierdalaj Louis, daj mi spać.
- To były twoje pierdolone marzenia, spełniłeś je, a teraz marzeniem każdej fanki jest zobaczenie na żywo jak śpiewasz, więc ruszaj tyłek i zapierdalaj pod prysznic!
- Co ty taki oschły? - spytałem siadając.
- Gdybym wiedział co będziecie przez ten związek, dawno nie byłoby mnie w zespole, siedziałbym szczęśliwy w salonie ze szczęśliwą Mitchie, a co mam? Upiła się tak samo jak ty, tylko podziękować.
- Jak to nie byłoby cię w zespole?
- Normalnie, myślisz że zostałbym z nią tutaj wiedząc, że takie coś wyjdzie? O nie mój kochany, nigdy bym jej tego nie zrobił, ale o tym pomyślę po trasie.
- Chyba nie zamierzasz odejść z zespołu! - wydarłem się wstając z łóżka.
- A mam inny wybór? Ty i Harry jesteście pokłóceni, Mitchie nie może spojrzeć mu w oczy, ja się boję zostawić ją samą tutaj, nie wiadomo co jej strzeli do głowy. Nie mamy czasu, rusz dupę!
Nie, nie, nie! On nie może opuścić zespół, on nie może z nią wyjechać, oni nie mogą odejść... Zespół nie będzie tym samym zespołem. Niby jedna noc, a potrafi wiele zmienić. Cholernie żałuję, mogłem zostać w domu i martwić się o to co robi z Harry'm albo jej nigdzie nie puszczać...
_____________________________________________________
Hej!
Ktoś to w ogóle jeszcze czyta? Jest sens pisania dalej? :D
niedziela, 23 czerwca 2013
Rozdział 25
*Zayn*
Za nic w świecie bym jej nie puścił z Harry'm, ale ona mnie się o zdanie nie pytała, ona mi to oznajmiła, co miałem zrobić? Zakazać jej i zrobić awanturę? Nie chciałem jej tego robić. Chłopaki namówili mnie na wyjście do klubu, zgodziłem się od razu, nie miałem zamiaru siedzieć i myśleć co oni tam robią, mam nadzieję, że nic głupiego.
W klubie od razu poszedłem do baru. Byłem trochę nabuzowany, musiałem odreagować. Wypiłem dwie setki, później poszedłem do loży pozostałych.
- Mitchie jest odpowiedzialna, nic głupiego nie zrobi - powiedział Payne.
- Znam Harry'ego, wiem do czego jest zdolny.
- Nie myśl o tym, zabaw się.
Po kilku piwach wspólnie wyszliśmy na parkiet, skoro Mitchie jest z Harry'm postanowiłem z kimś zatańczyć, bo co będę sam stał. Tańczyłem z jakąś ładną blondynką, każdy tańczył z jakąś dziewczyną. Alkohol zaczął działać, blondynka chyba to wyczuła, bo zaczęła się o mnie ocierać. Kiedy jestem pod wpływem mam straszną ochotę, normalnie bym się ogarnął, ale nie kiedy ktoś się o mnie ociera. Delikatnie odsunąłem od siebie blondynę i podszedłem do Liam'a.
- Dziwnie się czuję bez Mitchie.
- Zabaw się, należy ci się.
Znowu zaatakowała mnie blondyna, tym razem pociągnęła mnie za sobą do toalety...
*Mitchie*
Sama w tym momencie nie wiedziałam jak się czułam, z jednej strony wspaniale, z drugiej winna. Ja do tego doprowadziłam i nic mnie nie usprawiedliwia. Harry zerwał ze mnie stringi i rzucił gdzieś w kąt. Wiedziałam, że on tego chce, ale czy ja chciałam? Teraz nie było już odwrotu. Wszedł we mnie powoli i delikatnie patrząc mi w oczy, widziałam w nich miłość i pożądanie. To on nadawał tempo, to on rządził.
- Harry - jęknęłam.
Złączył nasze usta w pocałunek przyspieszając tempo. Harry wiedział jak ma się obchodzić z kobietami, co sprawia im przyjemność, w sprawach łóżkowych był naprawdę dobry. Niestety, tym razem nie zaspakajał moich potrzeb. nie lubię romantyków, podczas tych jego wszystkich gierek był stanowczy i brutalny, a teraz to ja musiałam przejąć kontrolę. Zdziwił się, ale pozwolił mi działać, szybsze tempo było lepsze, brutalniejsze, bardziej ekscytujące, swoje ręce położył nad moją głową, ja swoje paznokcie wbijałam w jego plecy, łóżko całe chodziło.
- Mitchie...
- Jeszcze chwilę...
Doszliśmy w tym samym momencie, Harry ponownie mnie pocałował, ten pocałunek był inny od wszystkich dotychczas z nim. Długi i namiętny. Harry wstał, założył bokserki, usiadł na łóżku, wziął mnie na swoje kolana, oplotłam go nogami chcąc być jak najbliżej niego, po prostu siedzieliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. Swoimi rękoma masował moje uda.
- Żałujesz? - szepnęłam.
- To zależy od tego jak bardzo mnie teraz nienawidzisz.. - również szeptał.
- Tu nie chodzi o nienawiść.. Zraniłam Zayn'a, najgorsze jest to, że miałam tego świadomość.
- Mitchie, kocham cię - zaczął całować mnie po szyi.
- Nie możesz, musisz sobie znaleźć dziewczynę, musisz o mnie zapomnieć.
- Nie po tym co przed chwilą miało miejsce, nie po tym co wydarzyło się między nami, gdyby to nie zaszło to było by łatwiej, dużo łatwiej.
Usiadłam inaczej na jego kolanach, poczułam coś wypukłego pod sobą, zaczęłam się wiercić, chcąc inaczej usiąść.
- Błagam, przestań, nie wierć się tak - robiłam to nadal chcąc usiąść wygodnie - jeżeli zaraz nie przestaniesz to przysięgam, że nigdy nie wypuszczę cię z tego miejsca - warknął. Nie zrozumiałam o co mu chodzi, więc nadal szukałam wygodnej pozycji, ma strasznie nie wygodne nogi. Chwycił mnie mocna za biodra - przestań.
- Okej, nie podniecaj się tak.
- Kiedy nie mogę, ty tak na mnie działasz.
Kiedy mnie puścił zaczęłam od nowa to robić, teraz chcąc mu zrobić na złość.
*
Rano obudziłam się sama w łóżku, wstałam i poszłam do łazienki się umyć. Wzięłam szybki lodowaty prysznic. Włosy szybko wysuszyłam i zostawiłam loki, ubrałam krótkie spodenki i czarną bokserkę. Zeszłam na dół do kuchni, zrobiłam sobie kawę i wyszłam na ganek, gdzie znalazłam Harolda, siedział jakiś smutny. Usiadłam obok niego nic nie mówią, nawet nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć. Między nami miało do niczego nie dojść, miałam nauczyć go kontrolowania się względem mnie, a co wyszło? Przespałam się z nim! Czy jestem na siebie zła? Tak! I to cholernie!
- Jak bardzo mnie nienawidzisz? - spytał.
- Bardzo, ale jeszcze bardziej nienawidzę siebie.
- Mitchie..
- Dobra, stało się, muszę o tym powiedzieć Zayn'owi. Przecież on mnie znienawidzi!
- To mu nie mów.
- Czuję się źle sama ze sobą, zdradziłam go, muszę mu powiedzieć i ponieść konsekwencje tego co zrobiłam. Wracajmy już.
Wzięłam swoje rzeczy z pokoju i udałam się do samochodu, gdzie czekał już Harold. Całą drogę przejechaliśmy w milczeniu. Nie mogę go obwiniać, kontaktów też z nim nie zerwę bo chcąc nie chcąc i tak będę go widywała, mam tylko nadzieję, że Louis mnie zrozumie i pozwoli mi nigdzie nie jechać z nimi, nie teraz, muszę to wszystko przemyśleć...
*
Harry odstawił mnie pod dom, nie wszedł do środka. Louis'a nie było, ale był Malik, siedział przygaszony na kanapie w salonie, usiadłam obok niego.
- Rozłąki chyba nam nie służą, kiedy ty jesteś z jakimś chłopakiem sama gdzieś, ja szaleję, nie panuję nad sobą..
- Zayn..
- Zrobiłem coś złego, ale niezależnie od tego co teraz usłyszysz, wiedz że cię kocham i zawsze będę. Poszedłem do klubu z chłopakami, była tam taka blondyna, ja trochę wypiłem i się napaliłem, ona zaczęła robić ze mną różnie dziwne rzeczy, zaciągnęła mnie do toalety - łzy zaczęły automatycznie spływać po moich policzkach, on poczuje się tak sama skrzywdzony jak ja - tam w toalecie nikogo nie było, poszliśmy do kabiny - nawet na niego nie miałam odwagi spojrzeć, nie potrafiłam wydusić z siebie słowa - zrobiliśmy to. Wiem, że przepraszam tutaj nic nie zmieni, ani w niczym nie pomoże - płakał. Zayn Malik płakał - ale tak cholernie cię przepraszam, zostając w domu nie potrafiłbym wysiedzieć z myślą, że ty tam jesteś z Harry'm, nic mnie nie usprawiedliwia, zdrada to zdrada, ale Mitchie to nic dla mnie nie znaczyło.. - również płakałam, żadne z nas nie ruszyło się ze swojego miejsca - proszę, powiedz coś.
- Przespałam się z Harry'm - szepnęłam. On automatycznie wstał z miejsca, pociągnął mnie za sobą, staliśmy naprzeciwko siebie zapłakani patrząc sobie w oczy.
- Z Harry'm? Tym Harry'm? Moim przyjacielem? - krzyczał.
- Przynajmniej go znasz, a tamta blondyna? Teraz to nie ma znaczenia, wiem że zrobiłam źle i cholernie tego żałuję, zraniliśmy siebie nawzajem, dla nas nie ma już nadziei, nie wyszła nam raz, teraz też coś zjebaliśmy... Mamy tak się ciągle ranić? Tak ma wyglądać nasze dorosłe życie? Na ranieniu się? To nie wyjdzie, przepraszam - powiedziałam i wyszłam, a raczej uciekłam z domu. Po kilku minutach biegu zaczęłam iść. Czułam się źle, zraniłam go, a on zranił mnie. Zraniliśmy się nawzajem, to cholernie boli.
*Zayn*
Chciałem za nią biec, ale teraz to by i tak nic nie dało, wybiegłem z domu Louis'a i pobiegłem do swojego, muszę dorwać tego skurwysyna. Doskonale wie ile Mitchie dla mnie znaczy. Może gdyby zrobiła to z kimś obcym to by mniej bolało? Wpadłem do domu.
- Gdzie on jest? - wrzasnąłem.
- Hej Zayn, już nacieszyłeś się Mitchie? - zaśmiał się Louis.
- Nawet mnie nie wkurwiaj. Gdzie jest Harry?
- Pojechał gdzieś, a co się stało?
- Frajer pierdolony! - wrzasnąłem.
- Zayn, co jest?
- Straciłem ją Louis, straciłem Mitchie... - głos mi się załamał.
- Czemu tak mówisz?
- Przeze mnie, to ja nawaliłam, jak zawsze coś spieprzyłam..
Gdy usłyszałem ten głos, coś we mnie pękło, kocham ją mimo wszystko, nie każdy jest idealny, ale to zdrada, teraz nawet nie wiem jak mam się przy niej zachowywać.
- To ja wszystko spierdoliłam, jak zawsze.
- Powie mi ktoś co się stało?
- Przespałam się z Harry'm...
_________________________________________________
Hej!
Z tego co pisaliście, to większość myślała, że ktoś wejdzie do pokoju. Co myślicie o takim rozwoju spraw?
Nie wiem kiedy kolejny :c
Za nic w świecie bym jej nie puścił z Harry'm, ale ona mnie się o zdanie nie pytała, ona mi to oznajmiła, co miałem zrobić? Zakazać jej i zrobić awanturę? Nie chciałem jej tego robić. Chłopaki namówili mnie na wyjście do klubu, zgodziłem się od razu, nie miałem zamiaru siedzieć i myśleć co oni tam robią, mam nadzieję, że nic głupiego.
W klubie od razu poszedłem do baru. Byłem trochę nabuzowany, musiałem odreagować. Wypiłem dwie setki, później poszedłem do loży pozostałych.
- Mitchie jest odpowiedzialna, nic głupiego nie zrobi - powiedział Payne.
- Znam Harry'ego, wiem do czego jest zdolny.
- Nie myśl o tym, zabaw się.
Po kilku piwach wspólnie wyszliśmy na parkiet, skoro Mitchie jest z Harry'm postanowiłem z kimś zatańczyć, bo co będę sam stał. Tańczyłem z jakąś ładną blondynką, każdy tańczył z jakąś dziewczyną. Alkohol zaczął działać, blondynka chyba to wyczuła, bo zaczęła się o mnie ocierać. Kiedy jestem pod wpływem mam straszną ochotę, normalnie bym się ogarnął, ale nie kiedy ktoś się o mnie ociera. Delikatnie odsunąłem od siebie blondynę i podszedłem do Liam'a.
- Dziwnie się czuję bez Mitchie.
- Zabaw się, należy ci się.
Znowu zaatakowała mnie blondyna, tym razem pociągnęła mnie za sobą do toalety...
*Mitchie*
Sama w tym momencie nie wiedziałam jak się czułam, z jednej strony wspaniale, z drugiej winna. Ja do tego doprowadziłam i nic mnie nie usprawiedliwia. Harry zerwał ze mnie stringi i rzucił gdzieś w kąt. Wiedziałam, że on tego chce, ale czy ja chciałam? Teraz nie było już odwrotu. Wszedł we mnie powoli i delikatnie patrząc mi w oczy, widziałam w nich miłość i pożądanie. To on nadawał tempo, to on rządził.
- Harry - jęknęłam.
Złączył nasze usta w pocałunek przyspieszając tempo. Harry wiedział jak ma się obchodzić z kobietami, co sprawia im przyjemność, w sprawach łóżkowych był naprawdę dobry. Niestety, tym razem nie zaspakajał moich potrzeb. nie lubię romantyków, podczas tych jego wszystkich gierek był stanowczy i brutalny, a teraz to ja musiałam przejąć kontrolę. Zdziwił się, ale pozwolił mi działać, szybsze tempo było lepsze, brutalniejsze, bardziej ekscytujące, swoje ręce położył nad moją głową, ja swoje paznokcie wbijałam w jego plecy, łóżko całe chodziło.
- Mitchie...
- Jeszcze chwilę...
Doszliśmy w tym samym momencie, Harry ponownie mnie pocałował, ten pocałunek był inny od wszystkich dotychczas z nim. Długi i namiętny. Harry wstał, założył bokserki, usiadł na łóżku, wziął mnie na swoje kolana, oplotłam go nogami chcąc być jak najbliżej niego, po prostu siedzieliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. Swoimi rękoma masował moje uda.
- Żałujesz? - szepnęłam.
- To zależy od tego jak bardzo mnie teraz nienawidzisz.. - również szeptał.
- Tu nie chodzi o nienawiść.. Zraniłam Zayn'a, najgorsze jest to, że miałam tego świadomość.
- Mitchie, kocham cię - zaczął całować mnie po szyi.
- Nie możesz, musisz sobie znaleźć dziewczynę, musisz o mnie zapomnieć.
- Nie po tym co przed chwilą miało miejsce, nie po tym co wydarzyło się między nami, gdyby to nie zaszło to było by łatwiej, dużo łatwiej.
Usiadłam inaczej na jego kolanach, poczułam coś wypukłego pod sobą, zaczęłam się wiercić, chcąc inaczej usiąść.
- Błagam, przestań, nie wierć się tak - robiłam to nadal chcąc usiąść wygodnie - jeżeli zaraz nie przestaniesz to przysięgam, że nigdy nie wypuszczę cię z tego miejsca - warknął. Nie zrozumiałam o co mu chodzi, więc nadal szukałam wygodnej pozycji, ma strasznie nie wygodne nogi. Chwycił mnie mocna za biodra - przestań.
- Okej, nie podniecaj się tak.
- Kiedy nie mogę, ty tak na mnie działasz.
Kiedy mnie puścił zaczęłam od nowa to robić, teraz chcąc mu zrobić na złość.
*
Rano obudziłam się sama w łóżku, wstałam i poszłam do łazienki się umyć. Wzięłam szybki lodowaty prysznic. Włosy szybko wysuszyłam i zostawiłam loki, ubrałam krótkie spodenki i czarną bokserkę. Zeszłam na dół do kuchni, zrobiłam sobie kawę i wyszłam na ganek, gdzie znalazłam Harolda, siedział jakiś smutny. Usiadłam obok niego nic nie mówią, nawet nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć. Między nami miało do niczego nie dojść, miałam nauczyć go kontrolowania się względem mnie, a co wyszło? Przespałam się z nim! Czy jestem na siebie zła? Tak! I to cholernie!
- Jak bardzo mnie nienawidzisz? - spytał.
- Bardzo, ale jeszcze bardziej nienawidzę siebie.
- Mitchie..
- Dobra, stało się, muszę o tym powiedzieć Zayn'owi. Przecież on mnie znienawidzi!
- To mu nie mów.
- Czuję się źle sama ze sobą, zdradziłam go, muszę mu powiedzieć i ponieść konsekwencje tego co zrobiłam. Wracajmy już.
Wzięłam swoje rzeczy z pokoju i udałam się do samochodu, gdzie czekał już Harold. Całą drogę przejechaliśmy w milczeniu. Nie mogę go obwiniać, kontaktów też z nim nie zerwę bo chcąc nie chcąc i tak będę go widywała, mam tylko nadzieję, że Louis mnie zrozumie i pozwoli mi nigdzie nie jechać z nimi, nie teraz, muszę to wszystko przemyśleć...
*
Harry odstawił mnie pod dom, nie wszedł do środka. Louis'a nie było, ale był Malik, siedział przygaszony na kanapie w salonie, usiadłam obok niego.
- Rozłąki chyba nam nie służą, kiedy ty jesteś z jakimś chłopakiem sama gdzieś, ja szaleję, nie panuję nad sobą..
- Zayn..
- Zrobiłem coś złego, ale niezależnie od tego co teraz usłyszysz, wiedz że cię kocham i zawsze będę. Poszedłem do klubu z chłopakami, była tam taka blondyna, ja trochę wypiłem i się napaliłem, ona zaczęła robić ze mną różnie dziwne rzeczy, zaciągnęła mnie do toalety - łzy zaczęły automatycznie spływać po moich policzkach, on poczuje się tak sama skrzywdzony jak ja - tam w toalecie nikogo nie było, poszliśmy do kabiny - nawet na niego nie miałam odwagi spojrzeć, nie potrafiłam wydusić z siebie słowa - zrobiliśmy to. Wiem, że przepraszam tutaj nic nie zmieni, ani w niczym nie pomoże - płakał. Zayn Malik płakał - ale tak cholernie cię przepraszam, zostając w domu nie potrafiłbym wysiedzieć z myślą, że ty tam jesteś z Harry'm, nic mnie nie usprawiedliwia, zdrada to zdrada, ale Mitchie to nic dla mnie nie znaczyło.. - również płakałam, żadne z nas nie ruszyło się ze swojego miejsca - proszę, powiedz coś.
- Przespałam się z Harry'm - szepnęłam. On automatycznie wstał z miejsca, pociągnął mnie za sobą, staliśmy naprzeciwko siebie zapłakani patrząc sobie w oczy.
- Z Harry'm? Tym Harry'm? Moim przyjacielem? - krzyczał.
- Przynajmniej go znasz, a tamta blondyna? Teraz to nie ma znaczenia, wiem że zrobiłam źle i cholernie tego żałuję, zraniliśmy siebie nawzajem, dla nas nie ma już nadziei, nie wyszła nam raz, teraz też coś zjebaliśmy... Mamy tak się ciągle ranić? Tak ma wyglądać nasze dorosłe życie? Na ranieniu się? To nie wyjdzie, przepraszam - powiedziałam i wyszłam, a raczej uciekłam z domu. Po kilku minutach biegu zaczęłam iść. Czułam się źle, zraniłam go, a on zranił mnie. Zraniliśmy się nawzajem, to cholernie boli.
*Zayn*
Chciałem za nią biec, ale teraz to by i tak nic nie dało, wybiegłem z domu Louis'a i pobiegłem do swojego, muszę dorwać tego skurwysyna. Doskonale wie ile Mitchie dla mnie znaczy. Może gdyby zrobiła to z kimś obcym to by mniej bolało? Wpadłem do domu.
- Gdzie on jest? - wrzasnąłem.
- Hej Zayn, już nacieszyłeś się Mitchie? - zaśmiał się Louis.
- Nawet mnie nie wkurwiaj. Gdzie jest Harry?
- Pojechał gdzieś, a co się stało?
- Frajer pierdolony! - wrzasnąłem.
- Zayn, co jest?
- Straciłem ją Louis, straciłem Mitchie... - głos mi się załamał.
- Czemu tak mówisz?
- Przeze mnie, to ja nawaliłam, jak zawsze coś spieprzyłam..
Gdy usłyszałem ten głos, coś we mnie pękło, kocham ją mimo wszystko, nie każdy jest idealny, ale to zdrada, teraz nawet nie wiem jak mam się przy niej zachowywać.
- To ja wszystko spierdoliłam, jak zawsze.
- Powie mi ktoś co się stało?
- Przespałam się z Harry'm...
_________________________________________________
Hej!
Z tego co pisaliście, to większość myślała, że ktoś wejdzie do pokoju. Co myślicie o takim rozwoju spraw?
Nie wiem kiedy kolejny :c
Subskrybuj:
Posty (Atom)